poniedziałek, 20 marca 2017

Dzień Szczęścia?

Właśnie dowiedziałam się, że dziś jest Międzynarodowy Dzień Szczęścia. I to bynajmniej nie jest wydarzenie, któremu dorównać może wagą Dzień Teściowej, Dzień Przemytnika Litewskiej Książki czy Dzień Pizzy, czyli jedno z bzdurnych świąt w kalendarzu na Nonsensopedii. Międzynarodowy Dzień Szczęścia ustanowiło samo Zgromadzenie Ogólne ONZ. Czyli rzecz poważna. Aż głupio byłoby nie być dziś szczęśliwym. Zwłaszcza, że w rezolucji wprowadzającej to święto napisano, że "dążenie do szczęścia jest podstawowym celem człowieka".
Przyznam, że ja sama mam bardzo mieszane uczucia w tej sprawie. A przede wszystkim nie uważam szczęścia za cel podstawowy. Ani mój, ani jako cel ludzkości. Do sprawy podchodzę szalenie pragmatycznie. Podstawowym celem człowieka jest przetrwanie. Czyli cel taki, jaki mają wszystkie zwierzęta. Lepiej oczywiście przetrwać w dobrych warunkach i w zadowoleniu niż w warunkach złych i w stanie permanentnego nieszczęścia, ale priorytety wydają się być jasne.
Nie uważam też szczęścia za coś constans. Są jedynie chwile szczęścia. I aby te chwile były, muszą też jednak być chwile nieszczęścia. Żeby przez możliwość porównania zauważyć, że się jest szczęśliwym. Zgadzam się w tym wypadku z twórcami filmu "Matrix". Nie wiem, czy pamiętacie, że w pierwszym Matriksie (mam na myśli wirtualny świat) ludzie żyli w dobrobycie i niczego im nie brakowało, ale to się nie sprawdziło i trzeba było stworzyć kolejny Matrix, w którym świat zaczął przypominać bieg z przeszkodami.
Nie dziwię się jednak specjalnie ONZ, gdyż wydaje się, że rzeczywiście ludzie ruszyli w pogoń za szczęściem. I choć przypomina to poszukiwania świętego Graala, chętnych do udziału w tej wyprawie nie brakuje.
Ewidentnie zaczęłam czepiać się szczęścia, co dla niektórych może świadczyć albo o moim upośledzeniu umysłowym, albo o czepiactwie wrodzonym. Ani jedno, ani drugie nie jest wykluczone. Mam jednak wrażenie, że po prostu w ostatnich latach (dziesięcioleciach?) zmieniło się rozumienie pewnych słów, w tym słowa "szczęście". Mam wrażenie, że to kiedyś było zadowoleniem czy dobrobytem, dziś nazywane jest szczęściem. Nastąpiła więc inflacja tego cudownego stanu i przez to szczęście nieco spsiało. Międzynarodowy Dzień Szczęścia jednak zobowiązuję. Życzę Wam najwięcej chwil prawdziwego szczęścia i tego byście potrafili należycie je docenić.




14 komentarzy:

  1. Zgadzam się, że szczęście jako stan ciągły nie istnieje- istnieją chwile szczęścia. W tych wyodrębniłabym: 1)szczęście wielkie, nagłe i niespodziewane- euforia; 2) spojrzenie na smacznie śpiące niemowlę- rozczulenie; 3)widok rozświetlonego słońcem krajobrazu po wyczerpującej wspinaczce- zachwyt; 4) karmienie stada mew na nadmorskiej plaży- entuzjazm; 5) rozwiązanie trudnego zadania- satysfakcja... chcesz pociągnąć dalej?
    Tych chwil jest mnóstwo, każda inna a każda niesie ze sobą mniejsze lub większe okruchy szczęścia...Chwytaj swoje własne szczęśliwe chwile- i nie tylko w dzisiejszym dniu! Wszystkiego szczęśliwego! :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ciągnij dalej, bo Tobie coś szczęśliwego umknie gdy będziesz pisała, a mnie gdy będę czytała:))) Masz rację, rożne są te chwile szczęścia. Wielkie, które zapamiętamy na całe życie, i małe, które pewnie pozostawią po sobie ślad, ale delikatny. Ważne, żeby żadnej nie przeoczyć, ale myślę, że ważne też, żeby nie zagubić się w pogoni za szczęściem, bo wtedy też coś ważnego może umknąć.

      Usuń
  2. jesianna:
    Podobno szczęście to najpiękniejsze słowo świata. Ale czy to prawda? Nie jestem tego taka pewna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że jak dla kogo. Dla mnie to nie jest najpiękniejsze słowo. Choć bardzo przyjemne!

      Usuń
  3. Zgadzam się tylko na 364 dni szczęścia w roku. Jeden dzień mogę zostawić na dążenia. Dokąd? To ta niewiadoma, która umożliwi mi, że nie rozpłynę się ze szczęścia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tez prawda, że jeden dzień (dwa w roku przestępnym) wystarczy jako materiał porównawczy:)))

      Usuń
  4. Niestety uważam tę akcję ONZ jako kolejny zwycięski krok globalnej komercjalizacji.
    Sprawa jest prosta - szczęście sprzedaje się bardzo dobrze.
    "Dążenie do szczęścia najważniejszym celem człowieka"
    Toż to aż się prosi o propozycję sprzedania czegoś co ten najważniejszy cel choćby troszkę przybliży.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się w stu procentach. Przyznam, że wręcz nie wierzyłam, że to ONZ mógł coś takiego wymyślić!

      Usuń
  5. Tak, ale muszę się ująć za Dniem Przemytnika Litewskiej Książki, który wcale nie jest bzdurny. Zawsze myślę o tym ze wzruszeniem, co więcej - noszenie książek okazało się skuteczne.... Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Domyślam się, że za tą nazwą kryje się jakaś zacna działalność. Nazwa jednak nie brzmi poważnie. Jest oczywiście bardzo chwytliwa, ale w społeczeństwie, które za nic ma prawo, ja sama mocno bym się zastanowiła nad skutkami, jakie może przynosić taki dzień. Ale oczywiście masz rację, że jest czymś zupełnie innym niż Dzień Teściowej.

      Usuń
  6. Zdecydowanie, szczęśliwym się bywa, definicja szczęścia bardzo zależy od tego, na jakim życia etapie jesteśmy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I od tego, co się dzieje w naszych głowach!

      Usuń
  7. Wprawdzie już po fakcie, ale życzę Ci Ilenko dużo szczęśliwości :)

    OdpowiedzUsuń