Bez niezależnego sądownictwa nie demokracji. Bez sądownictwa niezależnego od jakichkolwiek wpływów, a zwłaszcza wpływów polityków. I nie chodzi o to, że ten czy inny sędzia jest przekupny, że ten czy inny sędzia kieruje układami i własnymi korzyściami a nie prawem. Chodzi o działania systemowe.
W Polsce niezależne sądownictwo przestaje właśnie istnieć.
Moja chata z kraja?
Za moment każda, nawet najbzdurniejsza ustawa będzie mogła wejść w życie. Dziś sędziowie mogą powoływać się na Konstytucję. Jutro już tych, którzy powołują się nie będzie.
Nadal ktoś uważa, że go to nie dotyczy?
I być może ma racje, ale pod jednym warunkiem - że nigdy w życiu nie będzie mieć żadnych spornych spraw z nikim związanym z PiS. Przeczytajcie mój poprzedni wpis. Jeśli nie będziemy mieli niezależnego sądownictwa, przygotujmy się na błyskawiczna naukę spolegliwości wobec wszelkich urzędów, bo praktycznie z żadnym nie będziemy mieli szansy wygrać. W żadnej sprawie.
Mnie czeka sprawa w sądzie. I to sprawa polityczna. Wczoraj zaczęłam się bać.
Zwolennicy PiS być być może zacierają w tym momencie ręce, gdyż liczą na to, że sądy dobiorą się do tyłków wszystkim niepokornym. Może to być radość przedwczesna, bo niewiadomo, kto będzie rządził za kilka lat. I wcale nie mam na myśli dzisiejszej opozycji. PiS może pączkować, mutować, tam od dawna w środku są potężne tarcia. Ktoś przegra, ktoś wygra. Dzisiejszy zwolennik PiS może być jutro wrogiem numer jeden.
Nie chce mi się zresztą dłużej o tym pisać. Podsumowując:
Teraz naprawdę jesteśmy w dupie!
W kąciku muzycznym coś optymistycznego. Chyba:
Byłam w sobotę u rodziców. Matkę ewidentnie coś ugryzło, o wszystko się denerwowała. Okazało się, że z firmy energetycznej jej coś przysłali i to ją tak wkurzyło. Pismo jak pismo, trzeba co najmniej pół godziny spokoju, żeby przez nie przebrnąć. Generalnie chodziło o to, żeby mama została u nich na stałe. Jej zaś wydawało się, że grożą, że wyłączą jej prąd.
- Jak podpiszesz, to nie podniosą ci ceny prądu przez trzy lata. Pewnie dzięki temu oszczędzisz za dwa lata pięć złotych. Zależy ci na tym?
- Daj mi spokój. Na niczym mi nie zależy, my i tak mało płacimy.
- To wyrzuć te papiery.
- Co ty mówisz! Jak to wyrzucić?
- Normalnie. Ja wyrzucam. Najwyżej napiszą jeszcze raz. Albo zadzwonią.
- No nie wiem.
- Im na tobie zależy, a nie odwrotnie.
No i mama nieco wyluzowała. I to nawet na tyle, że zrobiła nam pierogi z jagodami.
Pewnie bym zapomniała o tej rozmowie, ale następnego dnia ja coś załatwiałam z pewną instytucją. Otóż UPC miała awarię i nie miałam przez weekend telewizji. Jakby mało było nieszczęść, moje DVD nawaliło. Uznałam, że to dobry pretekst, żeby kupić nowy odtwarzacz. Pojechałam do MediaMarktu, wybrałam model w średniej cenie i zadowolona wróciłam do domu. Okazało się, że nie ma eurozłącza, a ja innego podłączenia nie chcę. Wrrr! Wróciłam więc do sklepu i na miejscu okazało się, że zapomniałam paragonu, wzięłam tylko potwierdzenie płatności kartą. I... wszystko załatwiłam. Dostałam inny odtwarzacz, tak jak chciałam, w identycznej cenie.
Nie wiem, w którym momencie moją matkę trafiłaby apopleksja. Pewnie już w domu przy próbie podłączania. Do sklepu by nie wróciła, bo to przecież nie sklepu wina. A jeszcze bez paragonu!
W pewnych sprawach bardzo się z moimi rodzicami różnimy. Jeśli nie jestem podrzutkiem, to nie wiem, czym to tłumaczyć. Oni maja wręcz nabożny szacunek dla instytucji i ludzi na stołkach lub choćby w okienkach. Ja średni. Trzeba być miłym, bo tak wypada, ale bez żartów. Na pewno znaczenie ma, że dorastaliśmy w innych czasach. Mam czasami wrażenie, że komuna tak w nich wrosła, że z ta komuną już poumierają. I co ciekawe, łyknęli praworządność, łyknęli prawa obywatelskie, a tylko te instytucje tak ich trzymają.
Może dlatego tak wszystko ostatnio stanęło na głowie, że nie zdążyliśmy na dobre pozbyć się komuny z naszych organizmów i teraz daje ona o sobie znać niczym Obcy z Nostromo?
Wczoraj parkowałam w centrum Warszawy i na znaku zauważyłam napis, że moje autko może czuć się bezpieczne tylko do godz. 22, a potem won. Wynieśliśmy się więc z tego nieprzyjaznego rejonu o odpowiedniej porze i nie zamierzamy w najbliższym czasie przekraczać Wisły. Aż do czasu jak wielki dziwny człowiek sobie pojedzie z Polski. To że ja zostanę po prawej stronie rzeki nie oznacza, że inni tez tak zrobią.
Ponoć już w Polsce jest łapanka ludzi, którzy będą robić za tłum entuzjastycznie witający prezydenta Stanów Zjednoczonych. Szykują się tez osoby wykazujące w tej sprawie mniejszy entuzjazm. Ponoć ma być delegacja kobiet w strojach podręcznych ("Opowieść podręcznej" - serial i powieść). Szczerze mówiąc w tej ostatniej akcji nie widzę żadnego sensu. Z kilku powodów. Powieść i serial nie są tak dobrze znane, żeby ludzie masowo kojarzyli stroje. Donald Trump nawet jeśli panny zobaczy, to raczej pomyśli, że to zakonnice albo że tłumek kobiet, które chcą mu się oddać - jeśli wierzyć Johnowi Oliverowi (moja ostatnia wielka miłość, spełniana dzięki posiadaniu HBO GO), Trump jest narcyzem, który we wszystkim widzi hołdy mu składane. Ale co ja tam wiem...
Trump wyjedzie, ale Warszawa nie opustoszeje. Lecha Wałęsa wybiera się 10 lipca do stolicy. Też chce posiedzieć na chodniku. Stoczniowcy chcą ruszyć jego tropem, żeby mu nie pozwolić posiedzieć na chodniku. Ja zaś żałuje, że wybrałam uczciwą drogę życia, bo gdybym była złodziejem, to pewnie mogłabym kraść tego wieczoru bez o baw o złapanie, bo cała policja z województwa i okolic już szykuje się na obronę cyklicznej manifestacji pogardy i nienawiści.
A gdy już wszyscy goście wyjadą, będziemy mogli sobie zanucić:
Dziś na Wyborczej ukazał się artykuł o wakacjach w polskiej strefie. Nie będę go obficie cytować, bo to nie ma sensu. Sprowadza się on do tego, że Polacy piją na urlopie na umór, nie są ciekawi świata, są za to głośni, no i oczywiście przynoszą wstyd przed całym światem. "Przy płocie polskiej strefy stoi grecka rodzina. Wpatruje się w nas z uważną ciekawością, jak mógł się wpatrywać Lévi-Strauss w Indian z Puszczy Amazońskiej" - pisze autor. Nie byłam nigdy w polskiej strefie, ale jak Bóg da, to otrę się o nią w tym roku, gdyż w hotelu, który mam zarezerwowany, taka strefa jest - ja za nią nie zapłaciłam, bo na urlopie lubię być wśród obcych i cenię sobie to, że na posiłkach nie rozumiem, o czym inni ludzie mówią. Byłam za to na kilku zorganizowanych wyjazdach zagranicznych. Mój wniosek jest taki, że Polacy nie zwracają na siebie większej uwagi. Rosjanie dużo piją i są głośni. Jedyna osoba, którą w zeszłym roku zaległa na schodach po nadmiarze alkoholu był Niemiec. Niemcy też zadziwili mnie kiedyś poziomem swoich zabaw - napisać, że ludyczne, to eufemizm. Moi rodacy nie rzucali się w oczy, choć reprezentowani byli licznie. Pójdę nawet dalej - byli za bardzo wycofani. Nie jestem fanką przypisywania narodom konkretnych cech. Mam jednak wrażenie, że gdyby chcieć taką cechę przepisać Polakom, to byłby to jeden wielki kompleks wobec świata. Nie mam pojęcia skąd to poczucie niższości się bierze, ale bardzo bije ono po oczach. Na pewno zaś poczucie niższości autora mnie po oczach smagnęło. Bo zaręczam za jedno. Żadna grecka rodzina nie stała i nie patrzyła na polskich turystów jak na dziwowiska. Co najwyżej patrzyła z zazdrością, że ci są na wakacjach, a grecka rodzina jeszcze nie. I niech mi ktoś powie, co złego jest w fakcie, że ktoś na wakacjach pije alkohol, a może nawet upija się? Co złego jest w głośnej zabawie w kurorcie, gdzie wszyscy się bawią? Komuś przeszkadza? No to trzeba było jechać tam, gdzie jest cicho. Co złego jest w tym, że ludzie nie wykupują wycieczek fakultatywnych? Ja wykupuję prawie wszystkie, więc wiem, ile to kosztuje. Dużo. Zakładam wiec, że nie każdego na to stać. Wydawało mi się, że Brytyjczycy tłumnie odwiedzający Kraków, powinni wybić nam z głów, że poziomem pijackich burd odbiegamy od średniej europejskiej. Okazuje się, że nie wybili, no ale oni są z zagranicy, więc pewnie ich burdy są mniej chamskie od naszych. Mój apel: Kochani, bawcie się na wakacjach najlepiej jak potraficie, noście skarpety do sandałów, pijcie jak nie żal wam zdrowia, hałasujcie i miejsce w nosie zakompleksionych pismaków. Diabli wiedzą jak długo jeszcze będziemy mogli szaleć po świecie, więc po prostu z tego korzystajcie. W kąciku muzycznym stara piosenka, ale taka, która natychmiast przenosi nas w inny klimat:
Czy pamiętacie aferę sprzed lat, gdy przyłapano członków Młodzieży Wszechpolskiej na hitlerowskim salucie? Tłumaczyli się, że oni tylko zamawiali piwo. Minęło kilka lat i już nikt nikomu takiej ściemy nie wciska. Gest znany jako "Heil Hitler" wykonywany jest dziś publicznie. Wcale nie powoli nasze ulice zaczynają przypominać ulice z lat 30.
Gdy się wypuszcza z butelki dżina, warto byłoby spróbować przewidzieć skutki. Wydaje się, że partia rządząca ich nie przewidziała. Bo dziś bandyci z ONR kopią człowieka ze straży KOD, ale jutro pójdą po PiS. Taka jest reguła dziejów. Czy powinniśmy mieć satysfakcję? Żadnej. I chyba nie muszę tłumaczyć dlaczego.
Był czas, kiedy nosiłam eleganckie buty na wyższych
czy niższych obcasach. Mniej lub bardziej niewygodne. Od kilku lat noszę
głównie sportowe buty. Nawet gdy mam oficjalne wyjście. I niedawno rozmawiałam
na ten temat z koleżanką, która oklejała w pracy plastrami stopy i wyrażała
przy tym żal, że do jej sukienki nie pasują żadne adidasy. Ja to
oprotestowałam, gdyż uważam, że w roku 2017 adidasy (bądź adidasopodobne)
pasują do wszystkiego.
- Niby tak, ale ja zawsze boję to, co ludzie o mnie
pomyślą - powiedziała koleżanka.
- O co cię to obchodzi? - zapytałam.
- No wiesz, ja tak nie potrafię.
Fakt, nie potrafi:)))) W pracy cały czas ma problem z
tym, że ktoś coś na jej temat powiedział.
Następnego dnia ta sama koleżanka wróciła do tej
rozmowy, gdyż po wyjściu z pracy spotkała na ulicy panią w słusznym wieku, z
pewną nadwagą, która miała na sobie zieloną obcisłą sukienkę bogato zdobioną
cekinami, a na nogach pomarańczowe adidasy.
- Wyglądała śmiesznie.
- Przejmowała się tym?
- A skąd! Wydawała się być bardzo zadowolona z siebie.
- A ty?
- Ja nigdy nie jestem z siebie zadowolona.
- Czyli nie dość, że nie jesteś z siebie zadowolona,
to jeszcze masz poobcierane nogi? Ciekawa strategia.
- Niby tak - przyznała koleżanka i zaczęła się śmiać,
bo ona jest z tych mądrzejszych.
Przyznam, że musiałam wykonać kiedyś ciężka pracę nad
sobą, by zmienić swoje podejście do ludzi wyglądających normalnie inaczej.
Zaczęło się od emerytki w stroju Śniegulinki z rosyjskich bajek. Miała różowe
paletko poobszywane sztucznych futerkiem, odcięte w pasie. Do tego futerkową
czapeczkę. Popatrzyłam na nią i pomyślałam, że totalnie babie odbiło. Następną
jednak myślą było, że to może mi odbiło, bo być może kobieta od dziecka marzyła
o takim stroju. Tyle że dzieckiem była w PRL i mogła liczyć co najwyżej na
zgrzebną kapotkę w "niebrudzącym się" kolorze. Teraz wreszcie
marzenie mogła zrealizować. I tak trzymać!
Mniej więcej w tym czasie miałam lekcje angielskiego w
okolicach Rotundy i mogłam się napatrzeć do woli na współczesne dzieciaki. Za
pierwszym razem byłam nimi zachwycona, bo wszystkie tak fajnie wystylizowane.
Za drugim razem zaczęłam mieć pewne podejrzenie. Za trzecim razem nabrałam
pewności. To były klony! Jedna stylizacja razy tysiąc. O ileż ciekawsza była
moja emerytowana Śniegulinka.
Nie namawiam nikogo na bieganie po ulicy w wieczorowej
kiecce i trampkach. Ale zachęcam do większej życzliwości wobec ekscentryków.
Tak naprawdę powinniśmy im zazdrościć, bo mają odwagę, której większości z nas
brakuje.
Kącik muzyczny zupełnie nie na temat. Jedna z
ostatnich i jedna z najpiękniejszych piosenek Leonarda Cohena.
Czy nie wydaje się Wam, że Polska wcale nie dzieli się zwolenników tej czy innej partii, a na ludzi, którzy uśmiechają się i na tych, którzy uważają, że ci drudzy się z nich śmieją? Jeśli to prawda, to plakat grupy Loesje nieco nie trafia w cel. Jest bowiem ryzyko, że uśmiechając się do kogoś człowiek narazi się na nieprzyjemności.