wtorek, 14 listopada 2017

Cholerna niesprawiedliwość

Każdego dni mijamy dziesiątki, a czasem nawet setki ludzi. Przechodzą obok nas i większości z nich nawet nie zauważamy. Z tym czy innym zamieniamy kilka słów i gnamy dalej. Bywa jednak, że spotykamy kogoś wyjątkowego. O szczęściu możemy mówić, jeśli ten ktoś też zwrócił na nas uwagę.
Najpierw był blog. Niezwykły, prowadzony przez niezwykłą kobietę. Opisywała swoją ciężką pracę przy starych i niedołężnych ludziach w Niemczech. Były w nim sceny zabawne, były straszne, ale we wszystkich było ciepło, mnóstwo optymizmu i akceptacji. Potem dowiedziałam, czemu wykonuję tę pracę. Mieli z mężem wspaniałe marzenie. Mały Biały Domek o kilka kroków od pięknego jeziora.
W któreś wakacje pojechałam do niej. Miałam akurat dołek i potrzebowałam zieleni. Poznałam ją wtedy lepiej, poznałam jej męża, obejrzałam powstający domek. I pokochałam ich obydwoje. Wspaniali cudowni ludzie, którzy zasłużyli na wszystko co najlepsze.
Dwa lata później znów ich odwiedziłam. Tym razem nie sama. To był cudowny weekend. Domek już stał, już w nim zamieszkali. Ona wreszcie mogła przestać jeździć do pracy i zacząć cieszyć się szczęściem we dwoje w Małym Białym Domku.
To cholernie niesprawiedliwe. Jeśli jest gdzieś jakiś Bóg, to jest starym złośliwym zgredem. Zabrakło głupich kilku procent, żeby go uratować. Kilku procent wydolności słabego serca, serca, które kochało żonę, dzieci, wnuki. Kilku procent, żeby dwoje wspaniałych ludzi mogło przeżyć razem jeszcze kilka lat w wymarzonym domku. Po prostu nie mam słów.
Aniu, jesteś dobrym człowiekiem, mam nadzieję, że myśli wszystkich, którzy Cię kochają, pozwolą Ci przetrwać te dni, tygodnie... Jesteśmy z Tobą.
Zbyszku, do widzenia!






poniedziałek, 13 listopada 2017

Jesień to kicha

Jesień na zdjęciach jest piękna. Sama mam mnóstwo takich zdjęć, bo właśnie piękno jesieni gnało mnie przez lata w polskie góry. Ile jednak jest tej pięknej jesieni? Jeździłam na jesienne urlopy na przełomie września i października, miałam przez dwa tygodnie piękną pogodę i mogłam podziwiać różnorodne kolory górskich lasów, ale gdy wyjeżdżałam zwykle lało i robiło się posępnie. Spójrzmy prawdzie w oczy - jesień to kicha. Wieje, leje, szaro, ponuro, a do tego jeszcze człowiek się przeziębia. I tak przez najbliższym kilka miesięcy, gdyż polska zima niczym szczególnym się od jesieni nie różni. Poza tymi dwoma czy trzema tygodniami z pięknymi śnieżnymi widoczkami. Z całą pewnością wykrzesam z siebie energię i jeśli tylko będzie biało w któryś weekend, to pojadę do Puszczy Kampinoskiej, a może nawet do Żelazowej Woli. Zrobię ładne zdjęcia, ale za stara jestem, żeby uwierzyć, że stan na zdjęciach jest constans. Nie jest. Biało jest przez jeden dzień, a potem wieje, leje, szaro, ponuro, a do tego jeszcze człowiek się przeziębia.
Czy mają przed sobą taką perspektywę można mieć dobry humor? Bez szans. Nawet witamina D niespecjalnie pomaga, choć wolę nie sprawdzać jak by to było bez tej witaminy.
Jesień jest ponura także z innego powodu. Jesienią ludzie umierają. Od lat obserwuję, że w okolicy Wszystkich Świętych umiera przynajmniej jedna znana osoba. W tym roku mieliśmy prawdziwy wysyp. Mnie najbardziej zabolało odejście Władysława Kowalskiego, ale był on jednym z wielu. Dziś np. zmarła Alina Janowska. Nie dlatego jednak napisałam, że ludzie umierają jesienią, bo umarło kilku aktorów. Napisałam tak, bo najpierw to sprawdziłam. I taka jest prawda. Najwięcej zgonów jest w końcówce roku, przy czym pierwsze miejsce należy się grudniowi, czyli trochę jeszcze przed nami.
Czemu ja o takich sprawach? Bo dopadła mnie jesienna depresja wspomagana tym, że wszystko idzie nie tak jak powinno. Biuro turystyczne, z którym jeżdżę od lat, od prawie dwóch miesięcy nie jest w stanie odpowiedzieć na moją reklamację hotelu, do którego mnie wysłało. Przyjaciółka, która uczestniczyła w bodaj tylko jednej demonstracji antyrządowej, nakrzyczała na mnie, że nie rozumiem, jakie zagrożenie niosą rządy PiS. PiS zaś uważa, że przesadzam w obawach przed rządami PiS, więc czeka mnie lada moment sprawa w sądzie, po której być może przestanę być osobą niekaraną. Mój ojciec jest poważnie chory. Ja nie aż tak bardzo, ale też... A na zewnątrz plucha. Można mieć dobry nastrój?
Na poprawę humoru jedna z moich ulubionych jesiennych piosenek. A tak na marginesie, to jednak te jesienne piosenki lubię najbardziej. Ot, taka ciekawostka.




poniedziałek, 6 listopada 2017

Trudny temat

Seksualny skandal w Hollywood nabiera tempa. Dziś chyba najbardziej zamknięci na świat kultury ludzie słyszeli o kolejnych zarzutach, a na pewno kojarzą nazwiska głównych bohaterów. Jest to też jeden z najczęstszych tematów dyskusji nie tylko na forach internetowych. Przyznam, że jako osoba bardzo naiwna liczyłam na to, że ta sprawa zmieni nasze patrzenie na sprawy molestowania, wykorzystywania, nękania, jednym słowem grania seksem nie fair, delikatnie to nazywając. Kiedyś nawet użyłam określenia, że teraz oczy wszystkich kobiet powinny być zwrócone w stronę Hollywood. Teraz zaczynam podejrzewać, że to kolejna burza w szklance wody.
Skąd mój brak wiary? Z dyskusji, w której brałam niedawno udział. Uczestniczyło w niej pięć kobiet, a więc grupa mało reprezentatywna, ale wszystkie za to z grupy kojarzonej z tolerancją i nowoczesnością.
Przedmiot sporu: Jak traktować kobiety, które zgodziły na seks w nadziei, że coś załatwią? Jako ofiary czy jako osoby, które są same sobie winne, że tak delikatnie to określę.
Dla mnie to rozważanie czysto teoretyczne, bo jakieś tam propozycje kiedyś miałam, ale przez łóżko mogłam sobie załatwić przychylność szefa i ewentualne korzyści w nieokreślonej przyszłości. Nigdy nie dostałam propozycji, od której mogło zależeć moje życie zawodowe, ale też nigdy nie miałam marzeń zawodowych i zbyt wielkiej ambicji, a za to miałam sporo szczęścia i dzięki temu dostawałam czasami rzeczy nim zdążyłam o nich zamarzyć.
Ale co by było, gdyby tak ze 20 lat temu pojawił się facet, który by mi powiedział: - Zostaniesz ważną szefową, która może dzięki swojej pracy zmieniać świat, a do tego będziesz miała miesięczną pensję w wysokości dotychczasowych rocznych zarobków, ale musisz mi się oddać. Czy byłabym w sprawach seksu nadal beztroska jak pasikonik i uważała seks za fajną męsko-damską zabawę? A może bym się zgodziła? Bo wiem, to akurat wtedy przemyślałam, że gdyby ktoś za seks zaoferował mi mieszkanie, to zacisnęłabym zęby i poszłabym na to. Nikt mi nie zaproponował, a ja sama też nic w tym kierunku nie zrobiłam, więc nadal mogę się uważać za porządną kobietę - tak, wiem, że przynajmniej jedna z osób czytających to parsknęła śmiechem, bo w jej oczach po tym wyznaniu już porządna nie jestem, ale to jej problem, a nie mój:)))). 
Wróćmy do początku. Dziś atakują głównie aktorki z drugiego planu, które nie stały się gwiazdami. Gwiazdy milczą lub mówią, że wiedziały o tym. Albo jeszcze jak Anja Rubik, która publicznie powiedziała, że jeśli kobiety takie propozycje dostają, to widocznie wysyłają sygnały. Co prawda przeprosiła za to, ale takie słowa jednak padły. W każdym razie wielce prawdopodobna jest sytuacja, że bycia gwiazdą miało na początku kariery swoją cenę.
Ja uważam, że w sytuacji, gdy seks jest kartą przetargową, winną osobą jest ta, która decyduje, ta na stanowisku, ta która oferuje coś za seks. Osoba, która się na to zgadza to jej ofiara (oczywiście uogólniam). Tak samo uważały w dyskusji dwie moje koleżanki (jedna silniej to artykułowała). Dwie uważały, że te kobiety są same sobie winne, pewną młoda aktorkę widywaną z jednym z oskarżanych odsądziły od czci i wiary, inne uznały za najgorsze, a te które dziś oskarżają tych facetów za niewiarygodne, bo oskarżają teraz, a nie wtedy, gdy to się działo. Czyli te które się nie oddały też są złe, bo choć się nie oddały, to nie zrobiły od razu afery. Wróciła tez przy okazji sprawa Polańskiego. Tam też wszystko było OK, bo "wiedziała po co przyszła". 
Pewnie w komentarzach głosy też się w najlepszym wypadku rozłożą po połowie. Nie mam złudzeń i przyznam, że to mnie martwi. Bo uważam, że są sytuacje, kiedy kobiety powinny stać murem za innymi kobietami. Wszystkim nam też powinno zależeć na tym, żeby to nie od seksu zależało, czy ktoś coś załatwi - to oczywiście utopia, bo zawsze będzie się część spraw załatwiać nie merytorycznie a po znajomości, coś za coś, przez szantaż i na wiele innych sposobów. Ideału więc i tak nie osiągniemy, ale do czego warto dążyć, jeśli nie do ideału?