Jesień na
zdjęciach jest piękna. Sama mam mnóstwo takich zdjęć, bo właśnie piękno jesieni
gnało mnie przez lata w polskie góry. Ile jednak jest tej pięknej jesieni?
Jeździłam na jesienne urlopy na przełomie września i października, miałam przez
dwa tygodnie piękną pogodę i mogłam podziwiać różnorodne kolory górskich lasów,
ale gdy wyjeżdżałam zwykle lało i robiło się posępnie. Spójrzmy prawdzie w oczy
- jesień to kicha. Wieje, leje, szaro, ponuro, a do tego jeszcze człowiek się
przeziębia. I tak przez najbliższym kilka miesięcy, gdyż polska zima niczym
szczególnym się od jesieni nie różni. Poza tymi dwoma czy trzema tygodniami z
pięknymi śnieżnymi widoczkami. Z całą pewnością wykrzesam z siebie energię i
jeśli tylko będzie biało w któryś weekend, to pojadę do Puszczy
Kampinoskiej, a może nawet do Żelazowej Woli. Zrobię ładne zdjęcia, ale za
stara jestem, żeby uwierzyć, że stan na zdjęciach jest constans. Nie jest.
Biało jest przez jeden dzień, a potem wieje, leje, szaro, ponuro, a do tego
jeszcze człowiek się przeziębia. Czy mają przed
sobą taką perspektywę można mieć dobry humor? Bez szans. Nawet witamina D
niespecjalnie pomaga, choć wolę nie sprawdzać jak by to było bez tej witaminy. Jesień jest
ponura także z innego powodu. Jesienią ludzie umierają. Od lat obserwuję, że w
okolicy Wszystkich Świętych umiera przynajmniej jedna znana osoba. W tym
roku mieliśmy prawdziwy wysyp. Mnie najbardziej zabolało odejście Władysława
Kowalskiego, ale był on jednym z wielu. Dziś np. zmarła Alina Janowska. Nie
dlatego jednak napisałam, że ludzie umierają jesienią, bo umarło kilku aktorów.
Napisałam tak, bo najpierw to sprawdziłam. I taka jest prawda. Najwięcej zgonów
jest w końcówce roku, przy czym pierwsze miejsce należy się grudniowi, czyli
trochę jeszcze przed nami. Czemu ja o takich
sprawach? Bo dopadła mnie jesienna depresja wspomagana tym, że wszystko idzie
nie tak jak powinno. Biuro turystyczne, z którym jeżdżę od lat, od prawie dwóch
miesięcy nie jest w stanie odpowiedzieć na moją reklamację hotelu, do którego mnie
wysłało. Przyjaciółka, która uczestniczyła w bodaj tylko jednej demonstracji
antyrządowej, nakrzyczała na mnie, że nie rozumiem, jakie zagrożenie niosą
rządy PiS. PiS zaś uważa, że przesadzam w obawach przed rządami PiS, więc czeka
mnie lada moment sprawa w sądzie, po której być może przestanę być osobą
niekaraną. Mój ojciec jest poważnie chory. Ja nie aż tak bardzo, ale też... A
na zewnątrz plucha. Można mieć dobry nastrój? Na poprawę humoru
jedna z moich ulubionych jesiennych piosenek. A tak na marginesie, to jednak te
jesienne piosenki lubię najbardziej. Ot, taka ciekawostka.
Seksualny skandal
w Hollywood nabiera tempa. Dziś chyba najbardziej zamknięci na świat kultury
ludzie słyszeli o kolejnych zarzutach, a na pewno kojarzą nazwiska głównych
bohaterów. Jest to też jeden z najczęstszych tematów dyskusji nie tylko na
forach internetowych. Przyznam, że jako osoba bardzo naiwna liczyłam na to, że
ta sprawa zmieni nasze patrzenie na sprawy molestowania, wykorzystywania,
nękania, jednym słowem grania seksem nie fair, delikatnie to nazywając. Kiedyś
nawet użyłam określenia, że teraz oczy wszystkich kobiet powinny być zwrócone w
stronę Hollywood. Teraz zaczynam podejrzewać, że to kolejna burza w szklance
wody. Skąd mój brak
wiary? Z dyskusji, w której brałam niedawno udział. Uczestniczyło w niej pięć
kobiet, a więc grupa mało reprezentatywna, ale wszystkie za to z grupy
kojarzonej z tolerancją i nowoczesnością. Przedmiot sporu:
Jak traktować kobiety, które zgodziły na seks w nadziei, że coś załatwią? Jako
ofiary czy jako osoby, które są same sobie winne, że tak delikatnie to określę. Dla mnie to
rozważanie czysto teoretyczne, bo jakieś tam propozycje kiedyś miałam, ale
przez łóżko mogłam sobie załatwić przychylność szefa i ewentualne korzyści w
nieokreślonej przyszłości. Nigdy nie dostałam propozycji, od której mogło
zależeć moje życie zawodowe, ale też nigdy nie miałam marzeń zawodowych i zbyt
wielkiej ambicji, a za to miałam sporo szczęścia i dzięki temu dostawałam
czasami rzeczy nim zdążyłam o nich zamarzyć. Ale co by było,
gdyby tak ze 20 lat temu pojawił się facet, który by mi powiedział: -
Zostaniesz ważną szefową, która może dzięki swojej pracy zmieniać świat, a do
tego będziesz miała miesięczną pensję w wysokości dotychczasowych rocznych
zarobków, ale musisz mi się oddać. Czy byłabym w sprawach seksu nadal beztroska
jak pasikonik i uważała seks za fajną męsko-damską zabawę? A może bym się
zgodziła? Bo wiem, to akurat wtedy przemyślałam, że gdyby ktoś za seks
zaoferował mi mieszkanie, to zacisnęłabym zęby i poszłabym na to. Nikt mi nie
zaproponował, a ja sama też nic w tym kierunku nie zrobiłam, więc nadal mogę
się uważać za porządną kobietę - tak, wiem, że przynajmniej jedna z osób
czytających to parsknęła śmiechem, bo w jej oczach po tym wyznaniu już porządna
nie jestem, ale to jej problem, a nie mój:)))). Wróćmy do
początku. Dziś atakują głównie aktorki z drugiego planu, które nie stały się
gwiazdami. Gwiazdy milczą lub mówią, że wiedziały o tym. Albo jeszcze jak Anja
Rubik, która publicznie powiedziała, że jeśli kobiety takie propozycje dostają,
to widocznie wysyłają sygnały. Co prawda przeprosiła za to, ale takie słowa
jednak padły. W każdym razie wielce prawdopodobna jest sytuacja, że bycia
gwiazdą miało na początku kariery swoją cenę. Ja uważam, że w
sytuacji, gdy seks jest kartą przetargową, winną osobą jest ta, która decyduje,
ta na stanowisku, ta która oferuje coś za seks. Osoba, która się na to zgadza
to jej ofiara (oczywiście uogólniam). Tak samo uważały w dyskusji dwie moje
koleżanki (jedna silniej to artykułowała). Dwie uważały, że te kobiety są same
sobie winne, pewną młoda aktorkę widywaną z jednym z oskarżanych odsądziły od
czci i wiary, inne uznały za najgorsze, a te które dziś oskarżają tych facetów
za niewiarygodne, bo oskarżają teraz, a nie wtedy, gdy to się działo. Czyli te
które się nie oddały też są złe, bo choć się nie oddały, to nie zrobiły od razu
afery. Wróciła tez przy okazji sprawa Polańskiego. Tam też wszystko było OK, bo
"wiedziała po co przyszła". Pewnie w
komentarzach głosy też się w najlepszym wypadku rozłożą po połowie. Nie mam złudzeń
i przyznam, że to mnie martwi. Bo uważam, że są sytuacje, kiedy kobiety powinny
stać murem za innymi kobietami. Wszystkim nam też powinno zależeć na tym, żeby
to nie od seksu zależało, czy ktoś coś załatwi - to oczywiście utopia, bo
zawsze będzie się część spraw załatwiać nie merytorycznie a po znajomości, coś
za coś, przez szantaż i na wiele innych sposobów. Ideału więc i tak nie
osiągniemy, ale do czego warto dążyć, jeśli nie do ideału?
Moi bliscy leżą
na różnych na kilku cmentarzach. Jeden z nich znajduje się w Puszczy
Mariańskiej. I właśnie w tamtejszej parafii proboszcz prowadzi od kilku lat akcję
likwidowania starych grobów. Na nieopłaconych grobach wiesza karteczkę i przy
braku odzewu grób likwiduje. Niby rzecz nie nowa, ale akurat w Puszczy to
działa. Obecnie cmentarz jest mocno przetrzebiony. Przyznam, że konsekwencja
proboszcza bardzo mi imponuje. Przed 1 listopada
po Facebooku krążyło parę postów podejmujących ten temat. Tyle że nie chodziło
o akcje tu i ówdzie organizowane, ale o pojedyncze groby. Jeden to był grób
żołnierza, który walczył pod Monte Casino, a drugi jakiegoś matematyka, podobno
znanego, ale ja znam tylko jednego polskiego matematyka i wiem, że nie świadczy
to o mnie dobrze, więc nie mnie oceniać, co to za matematyk. W każdym razie
ileś osób uznało za słuszne wyrazić swoje oburzenie, że chce się te groby
likwidować. Nie ukrywam, że
lubię stare cmentarze, mają w sobie wielki urok, skłaniają do refleksji. Nie
jestem jednak fanką kultu grobów. Grób, choć leży w nim zmarły, służy tak
naprawdę żyjącym. Kiedyś służył do zadumy, do wspominania bliskiego, dziś coraz
częściej jest miejscem do pokazywania, do udowadnia czegoś innym lub sobie. Mam
wrażenie, że na każdym polskim cmentarzu leżą nie zmarli a miliony polskich
złotych. I nie wiem, gdzie jest granica tego szaleństwa. Wiem, że
likwidacja grobów budzi sprzeciwi między innymi dlatego, że tak naprawdę chodzi
o kasę, a część ludzi bezrefleksyjnie w przypadku pieniędzy zawsze jest przeciw
księżom. Ja jednak w tym wypadku chyba nawet bym to ustawowo rozwiązała. Chroniąc groby zabytkowe i ludzi zasłużonych. Ale to tyle. Bo ten
świat należy jednak do żywych, a nowe cmentarze to właśnie żywym zabierają
miejsce. I żeby nie było
zbyt ponuro, kończę moim zabawnym obrazkiem. Jeśli istnieje życie pozagrobowe,
to mam nadzieję, że właśnie tak wygląda.