wtorek, 13 lutego 2018

Świat za parę lat

To była bodaj V klasa szkoły podstawowej. Na geografii nauczycielka zapytała nas, jakie są dowody na to, że Ziemia jest okrągła. Dzieci podawały różne bardzo mądre dowody: a to że widnokrąg, a to że mądrzy ludzie policzyli... - Kosmonauci zrobili zdjęcia Ziemi i jest na tych zdjęciach okrągła - powiedziałam nieśmiało i tym samym zakończyłam rozważania, bo ten dowód wymiótł do kąta wszystkie inne.
Napisałam o tym nie dlatego, żeby się pochwalić, jakim mądrym byłam dzieckiem, choć rzeczywiście byłam. Napisałam, żeby  przypomnieć, jak ważny jest odpowiedni dystans. Ziemia, po której chodzimy jest płaska. Krągłości nabiera dopiero widziana z odpowiedniej odległości. Wielkość budynku możemy ocenić dopiero wychodząc z niego i stając daleko. Życiowa tragedia tu i teraz po kilku latach jest nie tragedią, a ważnym (a niekiedy nieważnym) doświadczeniem. 
Ja głęboko wierzę, ze żyjemy w czasach rewolucji. Takiej na miarę rewolucji przemysłowej. Ponieważ jednak jesteśmy w samym środku, to jej zwyczajnie nie dostrzegamy.
Obejrzałam niedawno ze dwa odcinki serialu "Altered Carbon" - facet zostaje przywrócony do życia po kilkuset latach. Przyznam, że tez bym tak chciała. Nie na długo, ale tak na jeden dzień. Żeby dowiedzieć się, co o naszych czasach będą myśleć za te kilkaset lat, gdy już dystans będzie odpowiedni. Nie, nie o tym co się dzieje w 2018 r. w Polsce, bo to akurat jest w ogóle nieistotne. W tym wypadku dystans jest zdecydowanie za mały i poczynania PiS można porównać do listka, który przyłożony do oczu jest w stanie zasłonić cały świat.
Czy nasi potomkowie nazwą nas cywilizacją idiotów, gdy odkryją wszystkie selfie, wszystkie wpisy w internecie, wszystkie diety, rady... A może nazwą nas tak, gdyż nie odkryją nic, bo III wojna światowa toczyć się będzie w cyberprzestrzeni, zniszczy wszystkie zasoby internetowe i okaże się, że nic po nas nie zostało?
A może uznają nas za prekursorów nowych trendów, za pionierów ery totalnej technicyzacji?
Z całą pewnością będzie wtedy nowy ustrój. Jaki?
Mnie oczywiście jako geografa interesuje też, czy nadejdzie kolejne zlodowacenie i czy po jego przejściu przez teren Polski będzie można mówić o Równinie Świętokrzyskiej?
Ciekawa jestem, czy próbujecie czasem wyobrazić sobie jak to kiedyś będzie. Ot tak dla pogimnastykowania głowy. W jakim kierunku podąży świat? Tylko błagam, zabierzcie ten listek, który ogranicza widzenie.
Kącik muzyczny przewrotny. Wpis o przyszłości, więc piosenka o przeszłości. 



poniedziałek, 12 lutego 2018

Trochę bez sensu

Miałam kiedyś koleżankę, z którą się lubiłyśmy. Przegadałyśmy wiele godzin przy wspólnej pracy, w której się spotkałyśmy,  uważałyśmy, że mamy podobne spojrzenie na świat, na pewne wartości, na ludzi... Traf jednak chciał, że w rozmowach nie poruszałyśmy nigdy tematów politycznych. Dziś pewnie nie byłoby to możliwe, ale rzecz miała miejsce kilka lat temu. W każdym razie ta koleżanka zaproponowała mi kiedyś pracę. Dostałam więc zaproszenie na rozmowę z nią i jej szefem. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że widzą mnie w piśmie mocno chrześcijańskim i mocno prawicowym. Wysłuchałam grzecznie i zapytałam, czy wiedzą, jakie są moje poglądy polityczne. Następnie dałam im adres mojego blogu, zaproponowałam, żeby przeczytali parę postów i ewentualnie wtedy zadzwonili. Nie zadzwonili. To zresztą mnie specjalnie nie zdziwiło. Zdziwiło mnie coś innego. To jak zmienił się stosunek do mnie tej koleżanki. Przestała mnie zauważać. A gdy wysłałam jej na FB zaproszenie do grona znajomych, zignorowała je. Nie przeżywałam tego jakoś specjalnie, bo nie aż tak bliska to koleżanka, ale miałam powód do przemyśleń.
Nas naprawdę różni bardzo niewiele. Uczyliśmy się z tych samych książek, tę samą kulturę chłonęliśmy jako dzieci, tymi samymi tradycjami nas karmiono. Potem jedni poszli na prawo, inni na lewo. I ani czyjeś prawo długo mi nie przeszkadzało, ani moje lewo nadmiernie nie odstręczało ode mnie ludzi. Aż przyszedł POPiS.
Za podział Polski odpowiadają obie te partie, błagam, nie liczmy, jak to procentowo wyglądało i kto jest bardziej winien. PO bardzo długo dobrze żyła z głosów tych, którzy na PO głosowali ze strachu przed PiS, strachu, który sama podsycała, mimo iż jeszcze niedawno chciała z PiS tworzyć koalicję. PiS zaś na nienawiści do PO zbudował całą swoją ideologię. Trudno lubić kogoś, kto się ciebie boi, trudno kochać tego, co Cię nienawidzi. Mamy więc, co mamy. Dwa zwalczające się obozy, pałające żądzą zemsty, niebiorące jeńców.
Zaryzykuję tezą, że jest równie prawdopodobne, że znajdę wspólny język z wyborcą PiS, jak to, że nie znajdę wspólnego języka z wyborcą PO. Jeden warunek - nie rozmawiamy o polityce. Bo wśród wyborców PiS jest wielu oglądających te same filmy co ja, czytających te same książki, kupujących w tych samych sklepach, jeżdżących tymi samymi trasami, używających tych kosmetyków, mających dzieci w tym samym wieku lub rodziców z podobnymi chorobami... Zaś wśród wyborców PO jest zaś naprawdę sporo kretynów, którym się wydaje, że są lepsi od innych - na FB dyskutowałam kiedyś z panem, który w co drugiej wypowiedzi podkreślał, że jest szeroko wykształcony, bo uczył kiedyś przez rok w szkole. Bo żadna ze stron nie ma monopolu na mądrość czy na głupotę.

W tym momencie czas na jakieś wnioski. I jestem nieco bezradna, gdyż sama nie wiem, po co to wszystko napisałam. To znaczy wiem dlaczego - bo to temat, który mi bardzo doskwiera. Tym bardziej, że nie jestem ani fanką PiS, ani PO. Jako się rzekło - lewaczka.  Obserwuję więc to wszystko nieco z boku i bańki zbieram od obu stron. Moja bezradność wynika z tego, że wiem, co należy robić, ale wiem też, że to i tak nie zadziała. A co należy robić?
Rozmawiać. 

Im bardziej ktoś jest agresywny, tym spokojniej i kulturalniej należy go traktować. 

Ja mam np. zasadę, że w internetowych dyskusjach często stosuję formę "pan/pani".
Nie pozwalać sobie na żadne wycieczki osobiste, na żadne złośliwości, nawet gdy jest to trudne. I nie pozwalać na wycieczki pod własnym adresem. "Proszę jednak, byśmy zajmowali się problemem, a nie moją osobą, która naprawdę nie jest istotna w tej sprawie" - to przykładowa formułka.
Tyle teoria. Bezsens jednak polega na tym, że ta teoria teoria pozostaje. Jedna rozmowa naprawdę niczego nie zmieni. A przy okazji można byłoby się dowiedzieć, że nie zawsze ma się rację.

Wiem to, a jednak post stworzyłam. Ot chyba żeby sobie coś popisać. Innego powodu już nie widzę.

Kącik muzyczny dziś trochę na temat, trochę nie...



niedziela, 11 lutego 2018

Poza miastem


Każdy dzień z dala od pracy, od politycznej wrzawy, od gonitwy nie wiadomo za czym jest bezcenny. Mnie podarowano kilka takich dni. Byłam służbowo w Bieszczadach. Niby praca, ale jakże przyjemna. Było spotkanie z drwalami, była wizyta w więzieniu (tak, tak), był kulig, ognisko, regionalna kuchnia. Ech szkoda, że tak krótko. Wzięłam tez udział w warsztatach robienia lampek. I tu kilka ciekawych wniosków. Kobiety, choć wyemancypowane, nadal marnie sobie radzą ze śrubokrętami i przewodami. Czyli to się nie zmienia. Zmienia się natomiast sprawność mężczyzn. Na gorsze:)))) Mnie łatwo się z tego śmiać, bo jestem córką elektryka, który nigdy nie wymagał ode mnie umiejętności zmieniania żyrandoli czy kontaktów, ale uważał, że to wstyd nie próbować. Dzięki, tato!
Po powrocie polityka mocno mnie zaatakowała, ale nie ma co się dziwić. W obecnych czasach doba bez serwisu informacyjnego to co najmniej pięć przeoczonych ważnych niusów. Ja miałam trzy takie doby. Było co nadrabiać. Pewnie jutro coś na ten temat napiszę, gdyż przynajmniej jedno wydarzenie mocno mnie zbulwersowało. Dziś jednak pozostańmy przy Bieszczadach. Przygotowałam dla Was kilka zdjęć, tym razem w formie filmu! Zapraszam do obejrzenia (najlepiej w trybie pełnoekranowym).




wtorek, 6 lutego 2018

Wyborcy

"Demokracja jest bardzo złym ustrojem, jednak do tej pory nie wymyślono niczego lepszego."
Winston Churchill
Winston Churchill wygłosił to słynne już zdanie w czasach, gdy nie było internetu, a telewizja dopiero raczkowała. Teraz prawdopodobnie użyłby dosadniejszych słów.
O losach poszczególnych państw decydują ludzie, którzy kupują np. takie bluzy:


Słuchają takich piosenek:



 Wiedzą, kim są siostry Godlewskie i Anella:
Na serio traktują takie artykuły:

Czy na serio jeszcze kogoś dziwi, czemu najpotężniejszym mocarstwem świata rządzi Donald Trump, a polską PiS? Obawiam się, że za kilka lat te wybory uznany za całkiem racjonalne.

czwartek, 1 lutego 2018

Komu by jeszcze podpaść?

Wiele, wiele lat temu w Polsce strasznie się kotłowało politycznie. Wszyscy żyliśmy tym co powiedział Wałęsa, co ktoś odpowiedział... Na świecie też było wtedy o Polsce głośno. Bo niedźwiedź w programie na żywo zaatakował prezenterkę. Jezu! Jak ja tęsknię do tamtych czasów i tamtego niedźwiedzia!



 Dzięki programowi Google Tłumacz wrzuciłam dziś do wyszukiwarki zestaw słów: Polska Izrael ustawa. Po japońsku, chińsku i indonezyjsku. Z innymi językami bawić mi się nie chciało. To znaczy korci mnie, żeby sprawdzić to samo z Eskimosami, ale nie wiem po jakiemu mówią Eskimosi. W każdym razie możemy przyjąć, że w każdym języku świata piszą o Polsce. Jeśli żeśmy, kurwa mać, wstali z tych kolan, żeby świat mógł lepiej się przyjrzeć kretynom, to w zasadzie odnieśliśmy sukces. W Indonezji, rozumiecie?, w Indonezji piszą o sporze Polski z Izraelem. "Nie jesteśmy w stanie zaakceptować żadnej próby przepisania historii", powiedział premier Benjamin Netanjahu w komentarzach do swojego gabinetu" (sorki za kostropate tłumaczenie,  ale to GT tłumaczył). Te słowa cytowane są wszędzie. Jeśli w jakimś zakątku świata tydzień temu nie wiedzieli, że Polacy są oskarżani o mordowanie Żydów, to już wiedzą. Mnie akurat to nie przeszkadza, bo święci moi rodacy podczas wojny nie byli i czas się do tego przyznać. Tyle że fakt, że tak szeroko ta sprawa jest komentowana o czymś świadczy. I pal sześć czasy wojny. Mam wrażenie, że Azjatów guzik obchodzi, kto kogo mordował w połowie ubiegłego wieku. Nie dlatego o tym piszą. Tak naprawdę ważne jest, co tu i teraz. A teraz  bardzo popsuliśmy sobie stosunki z Izraelem (czytaj: ze Stanami Zjednoczonymi). A iść na zwarcie czołowe z mocarstwem to spora fantazja. Większa chyba nawet niż szarża kawaleryjska na czołgi niemieckie w 1939 r. I dlatego pewnie oczy świata wgapione są w nas z ciekawością.
Ja błagam! Niech mi ktoś wytłumaczy, o co w tym wszystkim chodzi. Bo przecież nie o popisy kabaretowe przed mieszkańcami Bali. Niech ktoś wskaże malusieńki sens, taki tyci-tyci. Za chwilę nie będzie ani jednego państwa na świecie, z którym Polska nie będzie miała na pieńku, eufemicznie to określając. I co z tego będziemy mieli? Z wyjątkiem tego, ze nie trzeba będzie słać im życzeń z okazji świąt państwowych?
Skłaniałabym się ku teorii, że naprawdę chodzi o to, żeby stać się rosyjską republiką, ale jak na mój rozum, to rząd za mało robi w kierunku ocieplenia wizerunku Putina. No i nie jestem pewna, czy Putinowi potrzebny taki pryszcz na dupie jak my.
Tak czy siak radzę zrobić zapas kaszy, makaronu i kupić awaryjny baniak z wodą. Rząd idzie na wojnę ze światem, zapasy mogą się przydać.
I żeby nie było, że ja tylko żartuję, piosenka ku refleksji. Pasuje chyba jak ulał.