Za chwilę wybory w USA i być może za chwilę świat wykona zwrot i pójdzie ku nieznanemu (mam nadzieję, że jednak nie). Choć faktem jest, że Hillary Clinton sporo zrobiła, by przegrać w tej rozgrywce, ja nadal przecieram oczy ze zdumienia, jak to możliwe, żeby ktoś taki jak Donald Trump mógł w ogóle myśleć o wprowadzeniu się do Białego Domu. Jak to możliwe, żeby w kraju z tak okrzepłą demokracją mogło dojść do tego, że na poważnie rozważamy ten wariant?
Lata temu nie mogłam zrozumieć jak to możliwe, że Andrzej Lepper wprowadził swoją partię do Sejmu. Nieco ponad rok temu uważałam za absurd wybranie na prezydenta mojego kraju zupełnego "no-name'a".
Wielka Brytania postanowiła opuścić Unię Europejską, choć do dziś Brytyjczycy do końca nie rozumieją dlaczego.
Naturalną konsekwencją tych wszystkich mało zrozumiałych wydarzeń jest, że co jakiś czas tłucze mi się po głowie pytanie: Czy świat oszalał? Bo rzeczywiście pewne wybory, nasze i obce, wskazują na zupełne oderwanie się wyborców od rzeczywistości.
Wstęp był przydługi, będę więc niewymownie wdzięczna, gdy okaże się, że dotarliście do tego miejsca i posłuchacie mojej prośby, by nie wdawać się w dyskusję o wyborach w USA.
Mnie w tym wpisie interesuje wyjaśnienie, czemu ludzie, i to w ogromnej masie, decydują się dokonać wyboru, który porównać można do obcięcia gałęzi, na której się siedzi. Nawet mam na ten temat pewną teorię.
Otóż do głosu doszło pokolenie wychowane na grach komputerowych i internecie.
1. Wszyscy, którzy grali w gry komputerowe wiedzą, że czasami trzeba wypróbowywać różne, czasami absurdalne, rozwiązania, by przejść na kolejny poziom. I wiele się nie ryzykuje, bo i tak mamy parę żyć w zanadrzu. A nawet jeśli nie, to co najwyżej zacznie się grę od początku. Wybory w sumie można traktować jak grę. Nie podoba mi się mój świat, robię ryzykowny ruch. Ot tak, dla sprawdzenia co będzie.
2. Rewolucję internetową można przyrównać chyba tylko do rewolucji przemysłowej. Wtedy narodził się socjalizm. Dziś też coś się rodzi, ale diabli wiedzą co. Do niedawna były jakieś podziały w społeczeństwie. Byli bogaci i biedni, wykształceni i niewykształceni... Drogi przedstawicieli tych grup raczej się nie krzyżowały. Internet sprawił, że robotnik dyskutuje z profesorem jak równy z równym i często wygrywa, z różnych powodów - bo profesorowie nie mają monopolu na wiedzę całego świata, bo profesorowie wymiękają przy poziomie pewnych argumentów...
3. Kiedyś wiedza była kapitałem. Kto posiadał wiedzę cieszył się szacunkiem. Dziś ta wiedza jest w zasięgu ręki dla każdego. Wiedza więc się zdewaluowała. Mało tego ona przestała być cenna nawet dla ludzi, dla których do niedawna cenna była. Obserwuję dyskusje w internecie. Często z zażenowaniem. Bo nie ma o czym dyskutować:)))) Przykłady? Na FB niedawno rozgorzała dyskusja o kremacji i o tym, że Watykan wydał w tej sprawie wytyczne. Bo dlatego Watykan ogranicza, bo... Nikt jednak nie zerknął do obowiązującego w Polsce prawa, które od dawna to reguluje. Tak jak uregulował to teraz Watykan:)))) Dziś wyczytałam, że gdzie dyskutowano o treści Mazurka Dąbrowskiego. Czy jest "póki my żyjemy" czy "kiedy my żyjemy"? Jest o czym dyskutować, prawda? Ile sekund trwa sprawdzenie? Obecnie po FB krąży wiele bzdur, których się nie weryfikuje, ważne, że są poprawne politycznie. Puszczanie tego w dalszy obieg jest OK, negowanie nie-OK. Nie wie wiedza się liczy a przekaz.
Tak jak skutków rewolucji przemysłowej nie dało się cofnąć, tak i skutki rewolucji internetowej są nieodwracalne. Ciekawe jest jedynie, dokąd nas ta rewolucja zaprowadzi i jakie mechanizmy ludzkość stworzy, bo jakieś stworzy na pewno.
Kontynuuję akcję promowania Pablopavo. Uwielbiam tego faceta!
