niedziela, 31 lipca 2016

W Łodzi

Spędziłam weekend w Łodzi. Niedawno wróciłam i po prostu padam na pysk. Pierwsza refleksja: po cholerę ludzie wydają kasę na wojaże po świecie, skoro w Polsce też jest tak wiele pięknych miejsc. Łódź pięknieje. Na każdym kroku widać, ile pracy miasto wkłada w to, żeby ogarnąć to wszystko.
Moje serce miasto zdobyło muralami. Są one wszędzie. Małe i duże. W widocznych miejscach i mniej widocznych. Trzeba naprawdę rozglądać się, żeby nic nie przeoczyć.




Nie dało się też nie przywitać z bohaterami bajek z dzieciństwa. Przyznam, że Misia Uszatka omal nie przegapiłam, choć stoi na samej Piotrkowskiej.



Przy Piotrkowskiej jest kilka małych rzeźb dzieci. Cudne!


Miła dziewczyna z mojego hotelu poradziła, żeby patrzyła w górę. No to patrzyłam i wypatrzyłam takiego smoka. Zresztą nie tylko. Na Piotrkowskiej jest mnóstwo magii.


Odwiedziłam też cmentarz żydowski. Jego część zarosła roślinami, co robi niesamowite wrażenie.


A to instalacja na cmentarzu. Żydowskie dzieci. Mocna rzecz.


A to Piotrkowska.


I refleksja kulinarna. Taki deser dostałam w hotelu. Bodaj 19 zł. Deser to to zielone. W środku coś rodzaju kremu-bezy. Smak taki sobie. Przyznam, że wolałabym eklerkę za 4 zł. Szczęśliwie nie ja płaciłam, więc nie mam co wybrzydzać. Nie mogę jednak oprzeć się wrażeniu, że ostatnio w gastronomii jest moda na przerost formy nad treścią.


Byłam tez oczywiście w Manufakturze, Muzeum Sztuki oraz odwiedziłam Księży Młyn. I chyba chciałabym jeszcze wrócić do Łodzi!

piątek, 29 lipca 2016

Wojenka

Trochę nam do godziny W zostało, więc ciągnijmy temat. Zwłaszcza, że wszyscy go ciągną. Przyznam, że jestem coraz bardziej zniesmaczona i to tyloma rożnymi rzeczami, że aż nie wiem, od czego zacząć.
O tym, że nie będzie apelu poległych tylko apel pamięci i że przypomni się w nim o Lechu Kaczyńskim, nawet nie chce mi się pisać. No może korci mnie, żeby złośliwie wtrącić, że najwyraźniej trzeba przypominać przy każdej okazji Lecha Kaczyńskiego, bo to akurat ten prezydent, o którym najłatwiej jest rodakom zapomnieć. Ale walka o włączenie do apelu pamięci profesora Bartoszewskiego też mnie zbrzydziła. Czemu? Bo tego apelu pamięci w ogóle nie powinno być i jeśli jesteśmy przeciw, to bądźmy konsekwentni. A poza tym dlaczego akurat Bartoszewski? Czemu nie tylu innych znakomitych powstańców, którzy przeżyli powstanie a nie doczekali pięknego roku 2016? Próba włączenia do apelu pamięci prof. Bartoszewskiego to gest polityczny, a ja na żaden polityczny gest przy okazji rocznicy powstania nie pozwalam.
Nie wiem, czy zauważyliście jak wielu wnuków i wnuczek powstańców uaktywniło się ostatnio. Udzielają wywiadów, wypowiadają się dla mediów. Nagle prawie same wnuki. I choć wnuki w zdecydowanej większości podzielają moje poglądy, to jednak uważam, że zdecydowanie lepiej byłoby, gdyby kierować się własnym rozumem a nie zasłaniać przodkiem. A potem zdziwienie, że prawa strona wypluwa z siebie "Resortowe dzieci".
Usłyszałam niedawno, że niektórzy członkowie chóru (z góry przepraszam, że nie znam nazwy, zwłaszcza, że to bardzo ważny chór), który ma śpiewać w czasie głównych uroczystości rocznicowych, chcą opuścić chór, jeśli pojawią się Andrzej Duda i Antoni Macierewicz. Gest wymowny, tylko czemu służący? Dla kogo ten chór ma śpiewać? Na mój rozum dla powstańców. 
Z tej samej półki. Na Facebooku są ludzie, którzy nawołują, żeby iść na Powązki i buczeć głośniej niż buczą PiS-owcy. Po prostu świetny sposób. I jaki kulturalny.
Dziś pojawiła się informacja, że ponoć polscy neofaszyści chcą uczcić rocznicę powstania. Zasugerowałam na forum gazety, że w sumie słusznie, zważywszy, że powstanie jednak wygrali faszyści, no to mają powód do świętowania. Dyskusja rozpętała się pod tym wpisem straszna i już się z niej wyłączyłam. Z dyskusji wynika w każdym razie, że to nie byli faszyści. Ci co wygrali. Przyznam, że trochę mnie to wszystko przerasta.




poniedziałek, 25 lipca 2016

To nie jest dobry dzień

Staram się podchodzić do polityki w sposób nie emocjonalny a racjonalny. Nie zawsze tak się da. Okazuje się, że jednak będzie apel smoleński w czasie obchodów rocznicy wybuchu powstania warszawskiego. Tyle że nie będzie apelem poległych a apelem pamięci. Jestem Polką, jestem warszawianką, jestem harcerką, jestem patriotką. Gdybym była mężczyzną, napisałabym, że dziś zaliczyłam silny cios w podbrzusze. Ale jestem kobietą... Mimo to ten cios też piekielnie zabolał.
Pozwolę więc sobie na mój własny apel pamięci.

Były czasy, gdy politycy nie mieszali się do rocznicy wybuchu powstania. 
To były piękne czasy.
Były czasy, gdy rocznica powstania warszawskiego było czczona godnie.
To były piękne czasy.
Były czasy, gdy dla Polaków pewne daty były święte.
To były piękne czasy.
Były czasy, gdy Polaków pewne sprawy jednoczyły.
To były piękne czasy.
Były czasy, gdy patriotyzm był ważną i pożądaną cechą.
To były piękne czasy.
Były czasy, gdy nie kłanialiśmy się kulom. 
Dziś ustępujemy pysze, arogancji i małostkowości.
To nie są dobre czasy.






sobota, 23 lipca 2016

Polityka to nie wszystko

Znacie pewnie wszyscy dowcip o rekrucie, któremu wszystko kojarzyło się z d..ą? Także chusteczka. Tak się jakoś porobiło, że w Polsce wszystkim wszystko kojarzy się z polityką. Mam wrażenie graniczące z pewnością, że nie znajdę ani jednego wpisu na moim blogu, pod którym (od listopada) nie pojawił się choć jeden komentarz odnoszący się do polityki. Znajdę natomiast sporo, które jednak nie traktowały o polityce. Mam wrażenie, że dziś wszyscy uważają, że polityka całkowicie decyduje o naszym życiu, o naszym świecie. Chciałam więc zaproponować Wam zabawę. Powymyślajmy rzeczy, na które polityka nie ma wpływu, rzeczy, które będą trwać niezależnie od tego, która partia akurat wygrała wybory.
Oto moja lista. Mam nadzieję, że dacie mi w prezencie swoje typy.
- Pogoda ma za nic i pewnie zawsze będzie miała za nic rządzących. Raz wysuszy za bardzo, kiedy indziej spuści na nas tony wody, a kiedy indziej dmuchnie tak, że aż uniesiemy się nad ziemią.
- Gwiazdy będą świecić na bezchmurnym niebie.
- W Parku Skaryszewskim zawsze będzie można spacerować i kłócić się z wiewiórkami o miejsce na trawniku.
- Naleśniki z dżemem i ziemniaki z zsiadłym mlekiem w każdym systemie są OK.
- Filmy o Indianie Jonesie wciąż będą mnie tak samo bawić.
- Żaden rząd nie sprawi, ze polubię anyżek.
- Żaden rząd nie sprawi, że wreszcie zacznę sprzątać w mieszkaniu.
- W moim mieszkaniu polityka będzie tylko wtedy, gdy jej na to pozwolę.
- Psy i koty zawsze będą miały pod ogonem dyskusje sejmowe.
- Będziemy się rodzić, zakochiwać, umierać. W każdym systemie młodzi ludzie będą robić głupoty, a starzy będą się dziwić, dokąd zmierza świat.



czwartek, 21 lipca 2016

Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu?

Zbliża się rocznica wybuchu powstania warszawskiego. Atmosfera robi się napięta niemal jak w Warszawie latem 1944 roku. Nic więc dziwnego, ze temat powstania pojawia się regularnie również w prywatnych rozmowach. I tak własnie było w mojej pracy. Na marginesie dyskusji o czymś ja wtrąciłam mimochodem, ze dla mnie największa prawdę o powstaniu przekazuje "Kanał". Koleżanka wyraziła zdziwienie, gdyż przed nami leżała lista filmów dokumentalnych, dokumentów fabularyzowanych. Był na niej też film "Powstanie warszawskie", czyli fabuła stworzona z dokumentu. - Jak możesz uważać, że film fabularny jest bardziej prawdziwy od dokumentalnego? - zapytała mnie koleżanka. Szczerze mówiąc mogę i uważam. Dokument pokazuje fakty, a raczej ich wycinek. Fabuła może sięgnąć głębiej (choć oczywiście nie jest to oczywiste).
"Kanał" zrobili byli powstańcy, niedoszli powstańcy, przyjaciele powstańców. Gdy robili "Kanał", powstanie w nich mocno tkwiło. Podobnie zresztą rzecz ma się z "Kolumbami", choć to akurat prawda tylko jednego człowieka. "Kanał" to świadectwo serca. Dokumenty (choć oczywiście uogólnianie jest niesprawiedliwe) to zapis oczu.
Co da mi większą wiedzę o życiu w Warszawie w drugiej połowie XIX wieku? "Lalka" czy opracowanie historyczne? Ja stawiam na "Lalkę". Choć o czasach"Krzyżaków" z Sienkiewicz uczyć się raczej nie będę. Ale też Sienkiewicz pisząc "Krzyżaków" dawał świadectwo swoim czasom. Prus zaś łapał życie tu i teraz. Łapał i wyciągał z niego to, co najważniejsze.
Dziś jest chyba czas faktów. Literatura faktu, dokumenty w kinach. Na szczęście sztuki plastyczne nadal fakty mają w nosie i rozciągają je, wyżymają, wykręcają. Stary dobry Rothko nadal ma swoich wyznawców, a w jego praca nie ma nawet grama faktów. Jest tylko prawda.
W ileś miejscach w necie ludzie zapisują swoje życie. Tu zostawiają świadectwo, że gdzieś byli, tam wrzucają zdjęcia niemal wszystkiego, co zobaczyli. Gdy pokuszą się o przejrzenie tego za parę lat, co dostaną? Prawdę o sobie czy garść faktów? 
Jest oczywiście i druga strona tego medalu. Opinia, osąd.To bardzo ludzie opiniować. A opinia prawdą nie jest. Czy jednak zapis faktów też nie jest opinią? Sam wybór tych a nie innych faktów to już swego rodzaju sąd.
A czy w ogóle prawda jest ważna?


środa, 20 lipca 2016

Mały wielki człowiek

Miałam się dziś spotkać z koleżanką, która przyjechała ze Stanów. I spotkałam się, tyle że nie tylko z nią, ale i z naszą wspólną znajomą. Przy czym ta wspólna znajoma to żadna dobra znajoma ani moja, ani mojej koleżanki. Zdaje się, że musiałyśmy ją znosić, bo chciała kasę pożyczyć - wiadomo, ci z Ameryki śpią na pieniądzach, których chętnie się pozbywają na rzecz Polaków.
Spędziłyśmy razem koło dwóch godzin. Udało mi się wypowiedzieć kilka zdań. Ten nachalny potwór mówił, mówił, mówił. Głowa mi po prostu pęka, bo tyle było tego mówienia. I wierzcie mi, że nie dało się przerwać. W efekcie skończyłyśmy spotkanie i postanowiłyśmy się z Martą spotkać w piątek. Same!
Nie opisuję jednak tej sytuacji, żeby się pożalić. Mam związaną z nią refleksję.
Ta dziewczyna cały czas mówiła o swoich niezwykłych osiągnięciach zawodowych, o swoich zdolnościach i o powalającej wręcz pracowitości. Od pół roku jest jednak bez pracy i nie wie dlaczego. Ja wiem. Przez około dwóch godzin udowadniała mi, że trzeba się trzymać od niej z daleka i pod żadnym pozorem nie należy jej zapraszać do swojej firmy, bo jakiś szef zły na nią może i nas wylać.
Na gazecie był artykuł o figlach, jakie płata nam nasz mózg (TUTAJ). Jeden z rozdziałów poświęcony był złudzeniu ponadprzeciętności. Otóż ludzie zawyżają oceny, które sami sobie wystawiają. Uwaga! Dotyczy to również tych, którzy twierdzą, ze maja kompleks niższości. Bardzo prymitywizując, może się okazać uwypuklając swoje złe cechy i czyni nieprzeciętnymi.
Otóż mam wrażenie, że dziewczyna, o której piszę ma ponadprzeciętne złudzenie ponadprzeciętności. Usiłowałam jej delikatnie uświadomić, że nawet jeśli jest wybitnie utalentowana, to nie ma to nic do rzeczy, jeśli nie potrafi dogadać się z szefem, bo jednak szef decyduje tym, kto z nim pracuje, a nie na odwrót. Na nic zda się talent, jeśli ktoś nie potrafi dogadać się ze współpracownikami. Nawet najbardziej kapryśne gwiazdy wiedzą, ze fochy mogą stroić przed obsługa hotelu. Gdy jednak wchodzą do studia, by nagrać płytę, muszą ostrożnie traktować muzyków, bo jeśli ci się zbuntuje, to nic z płyty nie będzie. Znałam parę osób, które uważały, ze są ponad wszystko i ani jednej, która miała w tej kwestii rację.


poniedziałek, 18 lipca 2016

Skacz, jak ci każę!

Wszystko wskazuje na to, że Recep Tayyip Erdoğan znalazł sposób na to, by wziąć pod podkuty but kraj. Wielu obserwatorów sceny politycznej jest zgodnych - to same władze doprowadziły do puczu, by móc pokonać buntowników i dzięki temu móc bezkarnie otrzeć się o dyktaturę. Turcja jest daleko, ale obawiam się, że mentalnie jesteśmy po sąsiedzku. 
Chciałam przypomnieć moim stałym czytelnikom pewną anegdotę:
Sąsiad z placu Na Groblach zbudził kiedyś Piotra Skrzyneckiego w niedzielę o siódmej rano (biesiady po sobotnim programie kabaretowym kończą się circa o trzeciej, czwartej). Zmusił go do szybkiego ogolenia się, umycia, po czym zaproponował wspólną wycieczkę do zoo.
Na Boga, po co? - oponował nieprzekonany Piotr.
Widzi Pan te kije? - sąsiad potrząsnął długimi tyczkami, które ściskał w dłoni. - Będziemy nimi drażnić małpy i jakoś nam dzień zleci.
W listopadzie zamieściłam na Bloxie wpis zatytułowany "Czuję się jak drażniona małpa" (TU go znajdziecie). Już wtedy miałam nieodparte wrażenie, że partia rządząca podejmuje działania, które mają zmusić opozycję do podjęcia jakichś działań. Przyznam, że dziś mam wrażenie, że panowie z kijami przenieśli się do klatki z lwami, przepiłowali kłódkę do bramy, zaczęli lwy obrzucać ogryzkami...
10 kwietnia na Placu Bankowym, tuż pod nosem Prezydent Warszawy PiS bezprawnie umieścił tablicę poświęconą Lechowi Kaczyńskiemu. A jakby tego było mało na tablicy można przeczytać, że Lech Kaczyński "poległ w służbie ojczyzny 10 kwietnia 2010 roku pod Smoleńskiem". Nikt mi nie wmówi, że nie była to prowokacja.
Jakiś czas temu była zadyma wokół zapowiedzi, że w Poznaniu na uroczystościach upamiętniających Poznański Czerwiec będzie odczytany apel smoleński. Teraz historia się powtórzyła i od tygodnia Warszawa jest przerażona, rząd uznał, że fajnie będzie do apelu poległych w czasie powstania warszawskiego dołączyć apel smoleński. Mówiąc bardzo ogólnikowo to byłoby jak naplucie w twarz wszystkim warszawiakom. Bo dla warszawiaków data 1 sierpnia naprawdę jest święta. Mnie od lat boli i cyrk urządzany z buczeniem na Powązkach, i ta szopka kibolska na ulicach. Obawiam się, że dodanie do tego apelu smoleńskiego byłoby przekroczeniem granicy, na której i tak są już duże napięcia.
Ja widzę dwa możliwe powody takiego zachowania:
PiS nie ma żadnego makiawelicznego planu. To po prostu grupa dość prymitywnie pojmujących rzeczywistość frustratów, którym puściły wszystkie hamulce, gdy zdobyli pełnię władzy. To jest zachowanie podobne do zachowania części ludzi z małych miasteczek i wsi, którzy przenoszą się do dużych miast. Zachłystują się anonimowością. Lub do zachowania niektórych ludzi z dużych miast na wakacjach, zwłaszcza zagranicą.
PiS ma makiaweliczny plan, który zakłada rządy dyktatorskie. Do tego jednak potrzebne jest wyeliminowanie opozycji. Doprowadzenie do burd ulicznych to skuteczna droga. Zaprowadzenie porządku wymaga środków nadzwyczajnych, na które społeczeństwo chętnie się zgodzi byle tylko zapanował spokój.
Nie mam pojęcia o co chodzi, ale przykład Turcji pokazuje, że metoda na drażnioną małpę bywa skuteczna. Niestety.